Na szlaku AP2 na północ od Echternach

21 mar
2021

Latem 2020 przeszedłem zaskakująco piękny niebieski szlak autopedestre numer 2 w Echternach. Prowadzi on na północ, wzdłuż doliny rzeki Sauer.

Czytaj dalej

Spacer zboczami Ierelchen

20 mar
2021

Wokół Echternach i w jego okolicach jest masa fantastycznych szlaków pieszych. W miasteczku zaczynają się trzy trasy Autopedestre. Kilka kilometrów piechotą można dojść do słynnego Mullerthall. Po niemieckiej stronie też trudno narzekać na brak atrakcji dla fanów wędrowania... jednak bywa tu tłoczno. Jest takie miejsce które poznałem tylko dzięki miejscowym. Obszar przez który nie przechodzą żadne szlaki turystyczne. Miejsce gdzie czasem można na leśnych drogach nikogo nie spotkać... To zbocza wzgórza Ierelchen wyrastającego na północ od miasteczka.

Czytaj dalej


Mgła nad rzeką Sauer w Echternach

20 mar
2021

Mikroklimat Echternach jest bardzo angielski. Każdego ranka mgła ściele się w całej dolinie Sauer. Około 9 słońce rozgania mgłę i zależnie od pogody w okolicy pojawiają się normalne chmury albo piękne niebieskie niebo. Dla fanów mgły warunki są świetne. Skutkiem ubocznym mglistości jest też mała ilość śniegu. W dolinie Sauer śnieg leży kilka dni w roku. Zimą wystarczy wyjechać z doliny by trafić na ogromne śnieżne połacie gór Eifel.

Czytaj dalej


Wyprawa

19 mar
2021

Dawno dawno temu (jakieś 30 lat) z przyjacielem poszliśmy w warmińską głuszę na WYPRAWĘ. Po latach doszliśmy do wniosku, że dla obu z nas było to jedno z najważniejszych formujących przeżyć. Przeczytajcie jak mój przyjaciel Marcin Piotrowski zapamiętał te kilka dni.

Czytaj dalej


Cyfrowa fotografia czarno-biała

17 mar
2021

Cyfrowa fotografia czarno-biała – zabawny oksymoron, na pierwszy rzut oka. Miałem okazję ostatnio podyskutować o metodach konwersji zdjęć kolorowych z Wackiem Wantuchem. Banalny zdawało by się temat, a okazało się, że gamma możliwości kreacji i wielość alternatyw zamiany koloru w czerń i biel jest bardzo duża.

Czytaj dalej


Cyfrowa fotografia otworkowa

01 jan
2007

Powstanie fotografii poprzedził rozwój dwóch nauk - optyki i chemii. Chemia fotograficzna to wiek XIX i XX. Pierwsze spisane ślady związane z używaniem urządzeń do rzutowania obrazu otaczającego świata pochodzą z …IX wieku i dotyczą przyrządu, który nosi magiczną nazwę '''Camera Obscura'''.

Czym jest Camera Obscura? Tłumaczenie łacińskiej nazwy to ciemne pomieszczenie (dziś częściej pudełko). Przez niewielki otwór w jednej ze ścian pomieszczenia wpada do środka światło. Otwór, ze względu na swoje rozmiary jest „separatorem promieni światła”, promienie biegnące z różnych kierunków padają na przeciwległą do otworu ścianę w różnych miejscach, tworząc na owej ścianie odwrócony obraz rzeczywistości.

Pierwsze opisy stosowania camery obscura dotyczą obserwacji astronomicznych. W późniejszym czasie używano camery obscura do rzutowania widoków na płótno malarskie oraz jako atrakcji turystycznej. Do dziś zachowały się w Europie (także w Polsce) budynki, które były ogromnymi kamerami otworkowymi. Hehe, taki dzisiejszy IMAX :-)

Czytaj dalej


Rometo i Julietta

09 mar
2021

Połowa pierwszej dekady XXI wieku. Wybrzeże. Wielki zlot harleyowców. Filmujemy. Rozmawiam z organizatorem o wieczornym koncercie, czy mam go nagrać czy nie, jak to będzie wyglądać. Facet kręci, „nie wie”, „nie za bardzo”, „nie wiadomo co z prawami zespołu”. W końcu postanawia powiedzieć co mu na wątrobie leży.

- Wiesz, że tam będą gołe panie na scenie? Nie płacimy im za kamerowanie!

- Wiem że panie ze zlotu potrafią wejść na scenę i pokazać gdzie stały w kolejce jak bozia dawała biust i pupę.

- No ale są też profesjonalistki!

- To się wytnie!

Czytaj dalej


Niewiarygodne

09 mar
2021

W 1982 roku nie było w Polsce za fajnie, zwłaszcza dla dziesięciolatka. Zabawki były wtedy trochę inne jak dziś. W sklepie sportowym, w którym za trampkami ustawiały się kolejki, bez problemu można było kupić zestawy do badmintona, piłeczki do pingponga (paletki, zwłaszcza chińskie, były rarytasem) i zabawkowe łuki z włókna szklanego. Ot, półtorametrowy kawałek wędki z gumowym uchwytem po środku i sznurkową cięciwą. No i kiedyś z nudów sobie coś takiego za kieszonkowe kupiłem. A może namówiłem mamę, by mi na ten łuk dała pieniądze? Fakt faktem, że zostałem właścicielem łuku. W komplecie były trzy strzały. Okrągłe listewki, około 40 centymetrów, brzechwy plastikowe, na końcu zamiast grotu gumowa kulka. Strzelanie z łuku, którego strzały nie wbijały się w cel było frustrujące. W Czujczynie (taki sklep dla harcerzy za PRL) za niebotyczne pieniądze można było kupić profesjonalne strzały z grotami. Chyba nawet mój przyjaciel miał takie. Zamiast odpadać od celu, potrafiły się fajnie wbić w drzewo i tak zostać. No, ale ja nie miałem takich mega strzał. Potrzeba matką wynalazku. Po kilku próbach zaostrzenia tych zabawkowych strzał (bez kulki niestety źle latały zmieniając kierunek) z metrowych listewek, sześciocalowych gwoździ, motka szpagatu stworzyłem strzałę idealną. Miała metr (ponad dwa razy więcej od oryginału) i dzięki ciężkiemu czubkowi prosty tor lotu. Zasięg dobrze strzelonej strzały był gigantyczny. Udawało się przestrzelić taką strzałą nad dziesięciopiętrowym wieżowcem.

Czytaj dalej


Architekt

09 mar
2021

Kilka lat temu w ramach jakiegoś roadshow fotograficznego zawiało nas do podwarszawskiej miejscowości. Specjalnie nie napiszę jakiej, bo lubię swoje kolana. W miejscowości owej był obiekt, właściwie to OBIEKT. W OBIEKCIE znajdował się hotel. Nie byle jaki. Ogromny, wtedy jeszcze w budowie. Na drodze dojazdowej w kapuścianym szczerym polu stała dziesięciometrowej wysokości brama, nieeee, nie brama, łuk tryumfalny – łuk tryumfalny unii europejskiej – jak wyjaśniała inskrypcja na szczycie. OBIEKT otaczał parking. Nieogrodzony. Na środku parkingu budka strażnika. Strażnik drzemał sobie w owej budce, nie zwracając specjalnie uwagi na samochody. Uwaga była zwrócona na szklaną gablotkę w środku budki strażnika. W gablotce może nie pozłacany, ale całkiem ładnie wyeksponowany kałach.

Czytaj dalej


Badausznik

01 mar
2021

Kiedy miałem pięć, może sześć lat, byłem już niezłym entomologiem. Znałem już muchy, pszczoły i trzmiele (łapało się je w pudełko od zapałek i robiło „radyjko”), biedronki (kolega jadał), mrówki, osy, komary, żuki, mszyce, motyle, ważki, chrząszcze majowe, straszne szczypawki i największy koszmar osiedlowych krzaków

Czytaj dalej