Strony w kategorii: Opowiastki

Muzyczne wspomnienie - bas

25 may
2020

Dziś nie będzie zwierzeń. Dziś piosenka, którą zaśpiewałby ktoś inny, gdyby Michael Jackson siedział w kiciu za stukanie nieletnich. Quincy Jones dałby ją komuś innemu do zaśpiewania, bo przecież najlepsza linia basu w historii muzyki rozrywkowej nie mogłaby się zmarnować.

Czytaj dalej

Muzyczne wspomnienie - Dziewczyna

24 may
2020

Trzy
Dziewczyna
12 maja 89 w Katowickim spodku wystąpiła kapela The Bolshoy. Znana ówcześnie w Polsce. Ich przebój Sunday Morning był na pierwszym miejscu listy przebojów trójki. Ze dwa tygodnie. To był mój pierwszy wyjazd na koncert z grupą kumpli panków i metali. Jechaliśmy z Łodzi kiblem do Katowic strasznie długo. Dzień po mojej osiemnastce… Sikor, Marian, w skręcie ganja samosiejka. Koczowaliśmy pod Spodkiem, przyjechaliśmy bez kasy, koło południa, a koncert jak to koncert.
Na suporcie grał Muniek Staszczyk. Słabo mu szło. Nie lubię Muńka Staszczyka.

Czytaj dalej

Muzyczne wspomnienie P.

23 may
2020

P. był moim przyjacielem w podstawówce. Takim przyjacielem jak dla Sawyera był Finn jak dla Bolka Lolek. Zrzuciliśmy kondoma pełnego wody na faceta w białym garniturze w śmigus dyngus (dobijał się do mieszkania P. dosyć długo). Zrobiliśmy bitwę wodno powietrzną w wannie – popiół ze spalonych papierowych łódek i samolotów okleił wannę nie do usunięcia w dziesięć sekund kiedy przyszła z pracy mama P.

Czytaj dalej

Muzyczne wspomnienie M.

22 may
2020

Ładne kilka dni temu kolega poprosił mnie, bym na ścianie wkleił okładki dziesięciu płyt, które ukształtowały mój gust muzyczny. Bez opisu, wyjaśnienia itp. No i jak to zrobić? Po co? Przecież mój gust muzyczny nie ma znaczenia, nie jest w niczym inny od kilkunastu koleżanek i kolegów, którzy wkleili swoje wybory w ostatnim miesiącu. Kto z was klika w muzykę znajomych na fejsie? To po co wklejać okładki, które nikomu nic nie powiedzą? No dobra, czasem kliknę muzę od Jakuba Kubicy, Szabli czy Adama. CZASEM.

I tak się zastanawiam dobre „kilka” dni, co zrobić z tym wyzwaniem, jak mu sprostać, skoro nie chcę? Jak wybrać dziesięć? Jak wybrnąć?

No więc tak. Robię to kompletnie na odwrót. Może kiedyś ktoś to przeczyta… może córeczka jak troszkę zwolni w latach 40. XXI wieku, a gdzieś będzie jakieś WayBackMachine? Witaj z przeszłości, witaj w mojej głowie.

Jeden...

Czytaj dalej

Jak nie zostałem Wyklętym

22 jul
2018

Rok 1989. To był dobry rok. Może przynajmniej ciekawy. Dwadzieścia osiem lat temu plus minus kilka dni spotkałem na moim osiedlu kolegę z liceum. Spotkanie było dosyć zaskakujące, bo kolega mieszkał w innej dzielnicy Łodzi. Na Bałuty nie zapuszczał się często, a przynajmniej nigdy go wcześniej nie spotkałem na moim osiedlu. Na pytanie co tu robi uśmiechnął się tajemniczo i powiedział… Nie, zanim napisze co powiedział muszę przypomnieć co dokładnie 28 lat temu działo się w Polsce. Był koniec maja. Za tydzień miały być pierwsze wybory w których mogłem wziąć udział. W wyborach do sejmu 35% miejsc było wybierane demokratycznie. Resztę mieli zagwarantowaną kandydaci PZPR, PSL (wiem, nazywało się ZSL, ale to ci sami cwani byli rolnicy) i SD (taka partia, którą niedawno przejął pewien miłośnik białych kruków). Do senatu była pełna wolność. Już za kilka dni mieliśmy się przekonać, czy Solidarność wygra, a wcale nie było to wtedy takie pewne.

Czytaj dalej

Szkoła życia

01 jun
2017

W 1991 roku dorabiałem w redakcji Gazety Reklamowej, składając ją na programie Cyfroset. To było wyzwanie - pisało się stronę w języku składającym się z kilkudziesięciu znaków kontrolnych. No ale byłem w tym naprawdę dobry. No i któregoś dnia szef wezwał mnie do siebie. Byli tam panowie z wydawnictwa pirackiego, którzy mieli trochę obwolut do kaset na jakieś mydełka fa i opery. No i pokazał mi to pan szef i zapytał, czy potrafię coś takiego zrobić. No więc zgodnie z prawdą powiedziałem, że i owszem, że zrobiłem już wkładkę do kasety.

Czytaj dalej

De res publica

11 oct
2015

Mijała trzecia godzina polowania. Długo! Za długo! Jeszcze 60 minut i będzie musiał przerwać. Nie miał dziś szczęścia przy karmicielu. Za daleko usiadł i akumulatory naładowały się tylko w sześćdziesięciu procentach. Zygmunt nie po raz pierwszy ukrył się w starej wypalonej cysternie na bocznicy między Ochotą i Wolą. To była ziemia niczyja. Korposerwis nie zapuszczał się tutaj, bo z ruin dworca albo z meczetu od czasu do czasu potrafili przyłożyć milicjanci islamscy. Wypalona cysterna była zresztą doskonałym przykładem skuteczności Korneta którego używali ciapaci. Wielki metalowy walec skutecznie maskował sygnaturę cieplną człowieka i pracę elektroniki zdalnego sterowania. Anteny kierunkowe zamontował dawno temu na stałe w wieku otworu technicznego i na korpusie beczki. Wystarczyło wejść do środka i podłączyć sprzęt. W desperacji można to było zrobić nawet w dzień. Teren dworca zachodniego to była ziemia niczyja, ale niebo należało do Korposerwisu. Nad dawnym węzłem kolejowym przebiegała linia zaopatrzenia dronami centrum. Z magazynów w Konotopie przy autostradzie latały całe stada inpostów, przewożąc do dzielnicy urzędników wszystko co potrzebne do życia. Od żywności po elektronikę. Kiedyś latały cały czas, teraz tylko w dni pochmurne lub nocą. Obywatele nauczyli się strzelać skutecznie do inpostów i biurokraci musieli coś wymyślić. Najpierw latali bardzo wysoko, jednak co najmniej połowa dronów była zbyt zużyta by latać ponad kilometr nad ziemią. Próbowali też używać dronów wojskowych (Obywatele szybko zaczęli je nazywać wronami), trochę pomogło, ale było drogie i odciągało wrony od pilniejszych zadań ochrony Centrum. Bezpiecznym okazało się latanie w nocy lub w chmurach. Dziś był pochmurny dzień, dziś musiało się udać. Musiało!

Czytaj dalej

Obory

05 jun
2010

W Oborach byłem kilka razy. Nie wiecie co to Obory? Pałac z pięknym parkiem pod Warszawą, piętnaście minut bryczką od Wilanowa. W Oborach był dom pracy twórczej związku literatów. W oborach były piękne wnętrza. Mój pracodawca zorganizował w Oborach kilka razy szkolenia fotograficzne. Było cudne lato. Słońce w zenicie mrużyło oczy wszystkim uczestnikom dyskusji zebranym na ganku pałacu. No, może nie wszystkim. Był tam pan profesor filologii polskiej w kapeluszu Indiany Jonesa. Jemu słoneczko nie wtykało bolesnych promieni do oczu. On pewny siebie siedział w pozycji kwiatu lotosu i opowiadał. - Jedzenie drodzy państwo to przyswajanie energii wszechświata. Dziewięćdziesiąt procent tej energii przyswaja się przez język i policzki. Dlatego ważne jest przeżuwanie. Trzeba żuć intensywnie (prezentuje parodię Demostenesa). O tak! - po chwili z obrzydzeniem łapie się za brzuch - W żołądku i jelitach to już tylko fermentacja.

Czytaj dalej